loader
Pokazy artystyczne

Powstaje film o podróżniku Tonym Haliku

  • 1 lipca 2018

„Zawsze starałem się w życiu osiągnąć to, co niemożliwe. We wszystkich reportażach, we wszystkich przygodach starałem się dolecieć tam, gdzie nikt nie doleciał. Postawić nogę tam, gdzie nikt jej nie postawił. Zrobić to, czego nikt nie zrobił” – powiedział w 1996 roku Tony Halik podczas wywiadu w Polskim Radiu. Halik jest jedną z tych osób, które słowa zamieniały w czyny, zaś fascynujące przygody w równie ciekawe filmy dokumentalne.  Teraz, 20 lat po jego śmierci (zm. 23 maja 1998 roku), rozpoczęły się prace nad filmem „Tony Halik. Urodzony dla przygody”, który w drugiej połowie 2019 roku trafi do kin. 

Na 23 maja 2018 roku przypada dwudziesta rocznica śmierci Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, dziennikarza, pisarza, fotografa, operatora filmowego oraz współautora programów podróżniczych, które tworzył we współpracy ze swoją wieloletnią partnerką Elżbietą Dzikowską, również podróżniczką. Co ciekawe, w programie „Pieprz i wanilia”, Dzikowska i Halik prezentowali Polakom świat z Międzylesia, bowiem to właśnie tam – w ich domowej piwnicy – nagrywany był ów program. Wcześniej Halik był żonaty z Francuską Pierrette Andree Courtin, z którą ma syna Ozanę.

(Nie)przerwane marzenia

Mieczysław Sędzimir Antoni Halik przyszedł na świat 24 stycznia 1921 roku w Toruniu. Wówczas nikt nie spodziewał się, że 14 lat później, zafascynowany odkrywaniem świata chłopiec, wyruszy jako flisak na tratwie z Płocka do Trójmiasta (Halik mieszkał wtedy w internacie w Płocku, gdzie uczęszczał do Liceum im. Stanisława Małachowskiego). Podróż małoletniego Mieczysława, w którą wyruszył bez zgody matki i ojczyma, została zakończona przez… straż portową – 14-latek pod eskortą funkcjonariuszy wrócił do Żabin, gdzie był jego dom rodzinny. Co więcej, pierwotnie to nie nadmorska miejscowość miała być celem podróży Halika – miał to być zaledwie punkt przesiadkowy w drodze do Brazylii!

Ta interwencja nie zniechęciła Halika do podróży – wręcz przeciwnie. Chłopiec
z przyjemnością zaznaczał na mapie miejsca, które chce odwiedzić i uczył się języka portugalskiego. Podróżnik komunikował się w wielu językach – angielskim, francuskim, hiszpańskim, rosyjskim oraz wspomnianym portugalskim, ale żadnego z nich nie opanował do perfekcji. Ponoć, podczas konwersacji mieszał słowa pochodzące z różnych języków, jednak jego rozmówcy nie mieli mu tego za złe. „Słyszałem wielokrotnie od jego znajomych, że Halik posługiwał się wszystkimi językami naraz, czym zresztą natychmiast zaskarbiał sobie sympatię” – powiedział w wywiadzie udzielonym Mike’owi Urbaniakowi z Gazeta.pl Mirosław Wlekły, autor książki „Tu byłem. Tony Halik”. Warto dodać, że z Indianami Halik starał się komunikować w ich rodzimych językach. Posługiwał się narzeczami Indian Hinan, Guarani i Xavante.

„Wygrywałem, bo przegrać można tylko raz”

Zaabsorbowany życiem Indian Halik wraz z żoną chętnie wyjeżdżali do dżungli amazońskiej, aby poznawać zwyczaje i tradycje kolejnych plemion. Niekiedy podróże te były niebezpieczne, Halik niejednokrotnie otarł się o śmierć. To właśnie na cześć Indianina z Mato Grosso, który uratował mu życie, zdecydował się nazwać syna imieniem Ozana. Halik wciąż był głodny nowych wrażeń, odkrywał miejsca, w których nikt wcześniej nie był, stawał „oko w oko” zarówno z dzikimi zwierzętami, jak i „łowcami głów”. Z niebezpiecznych sytuacji wychodził obronną ręką. „Wygrywałem, bo przegrać można tylko raz” – mawiał, niejako wyjaśniając swoje życie, Tony Halik.

Syn Halika i Pierrette, który przyszedł na świat podczas podróży z Ziemi Ognistej na Alaskę, przez Monikę Pytel, która przez kilka lat się nim opiekowała, został zapamiętamy jako „niecywilizowane dziecko”. „Zupełnie dzikie! No dzikie, naprawdę dzikie, baaardzo dzikie” przekonywała Pytel w rozmowie z Mirosławem Wlekłym.  „Mówię panu, indiańskie dziecko” dodała. „Ojciec w kółko powtarzał: <>. No, a ja właśnie robię to samo: telewizja, żeglowanie, góry, przygoda” mówił potomek podróżnika w rozmowie z biografem.

Niech żyje Tony Halik!

Czytając o przygodach Halika można mieć wrażenie, że odwiedził każdy zakątek świata – nie było go tylko na księżycu. Jednakże… jak wyznała po jego śmierci Elżbieta Dzikowska, podróżnik i tam zamierzał się znaleźć. Czynił nawet starania, aby tego dokonać. Gdyby do tej wyprawy doszło, to problemem byłoby jedynie to, że Halik uwielbiał poznawać tubylców – na księżycu nie miałby takiej okazji.

Podróżnik potrafił zaskarbiać sobie sympatię ludzi, zyskał nawet miano „białego Indianina”. Pamiętają o nim nawet Ci, którzy nigdy go nie poznali. Jak to możliwe? Podczas wspomnianej już podróży z Ziemi Ognistej na Alaskę Halik zbudował „most”, który pozwolił mu przedostać się z jednej strony na drugą. Przy budowli – dla żartu – wbił tabliczkę z napisem „Puente Halik” (Most Halika). Mieszkańcy zaczęli wykorzystywać „infrastrukturę” stworzoną przez podróżnika, stopniowo ją rozbudowywać. Na jego cześć nawet nazwali osadę „Puente Halik”.

Tony Halik. Urodzony dla przygody

Może się wydawać, że Wlekły który przemierzył świat szlakiem wytyczonym przez swojego bohatera, odkrył już wszystkie tajemnice Halika. Nic bardziej mylnego. W drugiej połowie 2019 roku do kin trafi film „Tony Halik. Urodzony dla przygody”, który będzie kolejnym dowodem na to, że dla Halika nie było rzeczy niemożliwych. Produkcja zostanie zmontowana z materiałów archiwalnych. „Dzięki naszym staraniom rozpoczęła się dygitalizacja prywatnych archiwów Elżbiety Dzikowskiej. Taśmy i kasety przeleżały na półkach ponad 20 lat. Są na nich niezwykłe rzeczy” mówi Marcin Borchardt, reżyser i scenarzysta. „Cieszymy się, że Elżbieta zaufała nam i dała nam dostęp do dokumentów i informacji dotąd nie publikowanych” – dodaje. Warto zaznaczyć, że film nie powstałby bez wsparcia ekspertów – wspomnianej już Elżbiety Dzikowskiej, partnerki Halika, Mirosława Wlekłego, biografa Halika, oraz Romana Warszewskiego, biografa Elżbiety Dzikowskiej.

Filmowcy będą korzystać z archiwów Telewizji Polskiej, Filmoteki Narodowej, a także telewizji argentyńskiej i NBC, której Tony Halik był wieloletnim współpracownikiem. „Chcemy zrobić film dokumentalny, który będzie szaloną przygodą, na który będzie się szło do kina dla rozrywki – jak na dobrą fabułę” mówią zgodnie twórcy filmu.

„Tony Halik. Urodzony dla przygody” to film o podróżniczej pasji i pogoni za marzeniami, ale i o kosztach, jakie trzeba zapłacić, aby mogły się ziścić. Opowieść o płynnej granicy między prawdą a fałszem, wpisanej w niezwykłe losy człowieka, który na tej granicy uczynił swoje miejsce na ziemi” – opowiada Borchardt. Do tego niezwykłego świata każdy z nas będzie mógł trafić już w 2019 roku, kiedy to film pojawi się na ekranach kin w całej Polsce.